O prestiżu organizatora konkursu
Korciło mnie, żeby nazwać ten wpis "Jak nie organizować konkursów fotograficznych?", ale opisać chcę coś, co poważnym konkursem nie miało być. Chcę napisać o niszowej wizerunkowej akcji marketingowej podszytej chęcią organizacji konkursu fotograficznego.
Ustalmy coś:
Angażowanie się biznesu w działalność charytatywną lub wpierającą kulturę jest wyznacznikiem prestiżu biznesu. Działania te w końcu choć jawne, to raczej są słabszym nośnikiem reklamy, a dodatkowo są działaniem wizerunkowym, które to z reguły nie dają się ująć w żadne szacunki wydajności (przełożenia inwestycji promocyjnej na sprzedaż).
Wyborowa startuje konkurs, są dwa etapy. Pierwszy to wstępna selekcja teczek. Nad konkursem od strony merytorycznej czuwają pani Izabela Jaroszewska i panowie Tomek Sikora oraz Wojtek Wieteska. Zwycięzca jedzie na indywidualne warsztaty z fotografem i podróżnikiem Jakubem Śliwą do Indii. Nie jest tak źle. Drugi etap - z 10 wybranych zostanie już jeden w wyniku podliczenia głosów z otwartego dla wszystkich głosowania.
Pytanie "dlaczego?" jest nie na miejscu, bo łatwo się domyślić, że jest to punkt, który znów pozwoli na ściągnięcie uwagi ludzi na akcję. Jest jeden mały problem - zazwyczaj taki tryb obowiązuje na początku, kiedy uczestników jest najwięcej, bo tylko oni mają interes w tym, żeby o konkursie mówić i pisać. Chcąc mieć najwięcej głosów oddanych na siebie i rozgłaszając wieść o konkursie dają siłę, która jest proporcjonalna do ich ilości. W konkursie na drugim etapie jest 10 osób. Powodzenia.
Jednak co kryje się pod otwartym głosowaniem? W momencie, gdy organizator nie zabiega o publikę jest to przecież konkurs znajomości. Niemerytoryczny maraton po kolegach, koleżankach, rodzinie, przyjaciołach, wykładowcach, pracownikach, współpracownikach. Konkurs fotograficzny? Słyszeliście o bojkocie Newsreportażu?
Wchodzę zatem do przeglądu uczestników drugiego etapu - tak jak to tu opisałem wręcz wściekły od poirytowania, że wszystko musimy mieć niby takie samo, ale gorsze. Przeglądam prace i nie dowierzam własnym oczom. Przejrzawszy prace widzę supersamplerowe bazgroły, trochę średnio udanego strita, niekonsekwentną kreatywną, pseudoartystyczne baloniki, coś całkiem znośnego, ale nie na zadany temat. W tej wyselekcjonowanej wstępnie przez trójkę opiekunów materii temat "Kocham moje miasto. Jest wiele powodów" został zrozumiany i poprawnie złożony tylko przez Wojciecha Skrzypczyńskiego. Głosujcie na chłopaka, bo będzie wstyd, jeżeli zginie.
Organizatorom organizacji współczuję. Prestiżu nie ma.
U u Jana
Szybki facebookowy konkurs na album U przed momentem został rozstrzygnięty. Trzy razy zapytałem "Kto chce U?" i to właśnie Jan zdobył 2 na 3 pierwszych komentarzy - gratuluję refleksu
a reszcie za uczestnictwo w zabawie.
Jednocześnie pojawił się głos, który mówił o preferencji konkursów fotograficznych nad czatowaniem na facebooku. Nie wiem ile z Was to osoby fotografujące, także nie chcę ograniczać takich akcji. Jeżeli będzie okazja, to będą jeszcze konkursy i będą mieć inną formę, żeby nudno nie było. Na teraz konkursów na zdjęcie nie przewiduję.
Rozdawnictwo: sputnikowe U
W czasie gdy Sputnik Photos szykuje się do wydania kolejnej książki tutaj na nieistotnefoto.pl można zdobyć U.
Co to?
Fotografowie ze Sputnik Photos stworzyli fotoeseje, które opowiadają o Ukrainie - o ważnym (tak jak z resztą Polska) kraju europejskim, który szuka własnej tożsamości po latach zaborów radzieckich.
Nie wiem ile z Was to osoby zajmujące się fotografią, więc nie chcę traktować Was jako osoby robiące zdjęcia - stąd formuła zadania. Wymagająca, ale niefotograficznie
Niżej szczegóły..
U zostało wydane w 300 sztukach i każda sztuka jest numerowana. Oczywiście ta, którą oddam - nieruszona tj. zapakowana jak na filmie - również.



